Wiatrakowe sukcesy i porażki w hrabstwie Lincolnshire (część pierwsza)-Anglia 2020

przez | 24 maja 2020

Plany na 2020 rok wzięły w łeb!

Ten rok miał być wyjątkowy pod względem wiatrakowych odkryć. Miały być nowe kraje i sporo lokalnych wycieczek. Na chwilę obecną pozostały mi jedynie te drugie i to tylko po Anglii. Szkocja i Walia nadal mają lockdown. Nie boję się wirusa, który aktualnie panuje, ponieważ dla mnie każdy wirus może okazać się zabójczy. Od dziecka wpajano mi pewne zasady, których przestrzegam, a które dla niektórych były obce aż do 2020 roku 😉 . Nie będę podróżować poza Wielką Brytanię w tym roku, ponieważ nie lubię ograniczeń narzucanych mi przez innych (dosłownie cyrku, który teraz panuje-np. jakieś kwarantanny, których jednych obowiązują, innych nie-o co z tym kaman…jedni są lepsi od drugich, drudzy gorsi od pierwszych). Skoro jednak BoJo pozwolił poruszać się po Anglii bez ograniczeń, to w pierwszy weekend wolny od wszelakich zajęć wyruszyłam poza granicę hrabstwa, w którym mieszkam.

Lincolnshire-hrabstwo wiatrakiem stojące.

Na pierwszy ogień, czyli na moją pierwszą wiatrakową wycieczkę w 2020 roku poszło hrabstwo Lincolnshire. Dlaczego akurat tam skierowałam swoje pierwsze kroki? Po pierwsze byłam spragniona dłuższego wyjazdu, a Lincoln i jego okolice są oddalone od mojego miejsca zamieszkania w „bezpiecznej” odległości, czyli nie za daleko, ale też nie tuż za płotem. W związku z tym 12 godzinna wycieczka dla mnie i dzieci była idealna. Po drugie na terenie hrabstwa znajduje się około stu młynów wiatrowych, co dla świrusa takiego jak ja jest niesłychaną gratką. Wybór kierunku, był zatem przesądzony. Zrobiłam listę, na której znalazło się osiem najbardziej atrakcyjnych wiatraków, KFC i
Starbucks.

To miał być naprawdę udany wyjazd. Wyszukałam wiatraki wieloskrzydłowe (czyli takie, które miałby więcej niż 4 skrzydła, bo do tej pory większość, które zobaczyłam miały własnie taką minimalną ich ilość). Jak to się skończyło i dlaczego los brutalnie ze mnie zakpił? Zapraszam Was do pierwszego dziś wpisu na temat tej jednodniowej wycieczki.

Wiatrak skąpany w deszczu.

Pierwszy na mojej liście znalazł się wiatrak nie byle jaki. Jest to bowiem Heckington Windmill, jedyny jeszcze istniejący ośmioskrzydłowiec w Zjednoczonym Królestwie. Kiedyś na terenie królestwa było 12 wiatraków z ośmioma skrzydłami, z czego w Lincolnshire były cztery. Do dnia dzisiejszego przetrwał tylko Heckington. Oczywistą oczywistością było, że muszę go zobaczyć 🙂

Nie będę tu opisywała całej historii Heckington , ponieważ jest długa i zawiła. Ciekawostką jest natomiast to, że został on zbudowany jako pięcioskrzydłowiec w 1830 roku przez millwrightera Edwarda Ingledewa na zlecenie lokalnego młynarza Michaela Hare’a. Jako budulca użyto czerwonej cegły oraz pomalowano go czarną farbą bitumiczną, która miała zabezpieczać go przed wilgocią. Poczatkowo wiatrak nazywał się Station Mill, ponieważ zaraz obok niego znajduje się stacja kolejowa.

Dlaczego zatem w chwili obecnej wiatrak jest ośmioskrzydłowy?

Tak jak wspomniałam wyżej miał on zawiłą historię, przechodził z rąk do rąk. W 1890 roku wiatr zerwał czapę razem ze skrzydłami (która została wcześniej uszkodzona podczas burzy). Ówczesny właściciel porzucił uszkodzony budynek.

Szybko, bo już w 1891 roku John Pocklington przejął wiatrak i podarował mu drugie życie. Na aukcji w Bostonie za 72 funty wygrał czapę wraz z wyposażeniem z nieistniejącego już wtedy wiatraka Tuxford. Młyn w takim stanie funkcjonował przez 54 lata. John był bardzo dobrym młynarzem i farmerem. Do tej pory na jego cześć wiatrak ten nieoficjalnie nazywany jest Pocklington’s Mill. Po jego śmierci ( w 1941 roku) młyn popadał w ruinę. Znowu przechodził z rąk do rąk, aż do 1986 roku, kiedy to przeszedł pod opiekę Rady Hrabstwa Lincolnshire.

Rada wraz z powołanym towarzystwem „Friends of Heckington Mill” wyremontowała wiatrak, który otwarty jest dla turystów. Niestety oczywiście z powodu panującej obecnie na świecie histerii, której przyczyną jest jeden z koronawirusów, obiekt jest zamknięty. Zamknięta była również furtka, ale że nie było żadnego napisu zakazującego wejścia na plac… Zostałam wprawdzie ofukana przez córkę starszą, że tam są kamery itp. . Nie to było jednak najgorsze. Najgorszy był deszcz, który pojawił się znikąd i nie pozwolił mi się nacieszyć widokiem tego pięknego wiatraka.

Adres:

Hecklington Mill,
3A Hale Rd,
Hecklington,
NG34 9JN

Toć to kpina!

Jakżeż można inaczej nazwać to,co mnie spotkało w dalszej części podróży. Napalona, że zobaczę tak różnorodne wiatraki, nie przypuszczałam, że Wikipedia sobie ze mnie zakpi i część z moich wymarzonych wieloskrzydłowych wiatraków, okaże się…chmmm bezskrzydłowa.

Sześcioskrzydłowy wiatrak-aktor 🙂

Pierwszy to Trader Mill, który według internetowej encyklopedii powinien wyglądać tak:

żródło Wikipedia

Co zastałam po przyjeździe na miejsce?

Chyba nie muszę Wam pisać, jak bardzo czułam się oszukana 😉 .

Wiatrak został wybudowany w 1877 roku przez Saunderson of Louth i pracował do 1954 roku.

Młyn, kiedy jeszcze wyglądał jak na zdjęciu z Wikipedii, posłużył jako dom dla rodziny małego Jacka, bohatera popularnej na Wyspach bajki Baby Jake.

Adres:

Trader Mill,
Firthville Rd,
Sisbey,
PE22 0SY

Miało powiać Francją!

Nie można się zniechęcać po jednej porażce, prawda? Zatem wsiadam do auta i myślę sobie, jeden fejk na 8 które dziś odwiedzę-wynik końcowy nie będzie taki zły. O ja naiwna! A zapowiadało się dobrze, bo kolejny nie dość , że w Wikipedii wyglądał dostojnie, to znajdował się w brzmiącej z francuska miejscowości Braugh Le Marsh.

źródło Wikipedia

Dobson’s Mill został wybudowany około 1800 roku  przez Sama Oxleya. Zleceniodawcami była rodzina Jessopów. Pracował do 1844 roku a jego nazwa pochodzi od ostatniego młynarza. W latach 60-tych XX wieku został wykupiony przez lokalną radę. W 2014 został gruntownie wyremontowany i nałożono na niego nową czapę z 5 skrzydłami. Nie wiem ile kosztował remont, ale chyba nie był zbyt kosztowny. Właśnie teraz znalazłam informację, że 9 lutego 2020 roku Sztorm Ciara uszkodził czapę i skrzydła. Pewnie, gdybym wiedziała o tym przed wyjazdem, nigdy bym tu nie przyjechała i nie poznałabym jego historii.

Adres:

Dobson’s Mill ,
54 High Str ,
Braugh Le Marsh ,
PE24 5JT

Jak widzicie wiatraki w Lincolnshire nieco ze mnie zakpiły. Jak przebiegała dalsza część mojej jednodniowej podróży ich śladem w tych obiektów, dowiecie się z dwóch kolejnych wpisów. Zobaczycie, czy tego dnia odniosłam porażkę, czy sukces.

18 myśli nt. „Wiatrakowe sukcesy i porażki w hrabstwie Lincolnshire (część pierwsza)-Anglia 2020

  1. Avelina

    Ciekawa relacja, nie zdawałam sobie sprawy, że tyle wiatraków się zachowało. Nigdy nie darzyłam wiatraków jakąś szczególną uwagą, ale jeśli po drodze się jakiś trafi to chętnie oglądałam. Przykładowo niedawno byłam w skansenie w Chorzowie, a tam jest bardzo ładnie umiejscowiony na górce wiatrak.
    Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Miałam w tym roku odwiedzić skansen w Chorzowie, niestety wirus pokrzyżował moje wszystkie podróżnicze plany 🙁

      Odpowiedz
  2. Urszula

    Najważniejsze, że widziałaś tego z ośmioma skrzydłami, bo jest jedyny na Anglii. A dzięki Tobie i ja mogłam go podziwiać. Jest piękny!

    Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Tak, jest cudowny. W Lincolnshire czekała mnie jeszcze jedna niespodzianka, o której napiszę w następnym wpisie. Zapraszam 🙂

      Odpowiedz
  3. Igiełkowa kraina

    I tak uważam, że wycieczka fajna. Też planuję odwiedzić to hrabstwo ale jeszcze muszę poczekać- brak prawa jazdy i samochodu to paskudna sprawa…a od dwóch miesięcy czekam na tymczasowe, żeby móc się uczyć jeździć…jestem ciekawa dalszej części tej wyprawy 🙂

    Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Wycieczka była super, może dziś na blogu pojawi się 2 część tej wycieczki. Masz rację, brak prawa jazdy zdecydowanie krzyżuje większość planów. Mój syn też zawiesił naukę jazdy z wiadomych powodów.

      Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Hahha tak, zgadzam się. Moje dzieci mówią na takie „naparstek” 😉

      Odpowiedz
  4. Cel w podróży

    To i tak nieźle. Kiedy ja ostatnio zwiedzałam Podlasie i ruszyłam odkrywać także wiatraki, w większości zastałam już same walące się szkielety. A jeszcze kilka lat wcześniej były one wizytówką swego regionu.

    Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Przykre 🙁 Mam nadzieję, że i ja zdążę dotrzeć do Polski zanim wszystkie wiatraki będą tylko szkieletami 🙁

      Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Będzie jeszcze jeden wpis dotyczący wycieczki w Lincolnshire 🙂

      Odpowiedz
  5. Nasz Mały Świat

    Noo, trochę peszek i zabawnie z tymi gołymi wiatrakami – nie ma to jak internetowe źródła! 🤪 Przynajmniej ten 8-skrzydłowy niczego sobie. Mnie zainteresowała ta bajeczka, muszę ją włączyć synkowi! Lubi takie! 😆

    Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      O tak , moje dzieci również oglądały ją z zainteresowaniem 🙂

      Odpowiedz
  6. Mo.

    Bezskrzydłowy wiatrak wygląda jak słup. Myślę, że widząc taką budowlę może nawet nie wpadłabym na to, że to pozostałości po wiatraku. Ty to pewnie co innego bo jesteś ekspertką w tej dziedzinie i Ciebie brak skrzydeł boli zdecydowanie bardziej 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *