Na pożegnanie wakacji

przez | 27 lutego, 2022

Często pytacie mnie, czy oprócz wiatraków zwiedzam też inne miejsca. Przyznam Wam się szczerze, że zazwyczaj planuję podróż w miejsca, gdzie jest dużo młynów i to one są głównym celem moich podróży. Dopiero później sprawdzam co jeszcze można zobaczyć w okolicy.

Będąc w West Sussex wiedziałam, że oprócz wiatraków koniecznie muszę zobaczyć miejsca, do których będę miała w miarę blisko z bazy wypadowej (czyli do 2h jazdy samochodem). Na takiej liście znalazły się klify Seven Sisters, Brighton, miasteczko Rye, oraz zamek Arundel.

Mój blog jest blogiem tematycznym, zatem skupiam się na opisywaniu jedynie wiatraków, które odwiedziłam. Zdaję sobie sprawę, że może być to nudne dla czytelnika, który chciałby dowiedzieć się więcej np. o hrabstwie West Sussex. Przyjęłam jednak zasadę, że trzymam się jednego tematu na moim blogu, zdając sobie sprawę, że będę miała ograniczoną ilość czytelników. Mam jednak cichą nadzieję, że “zarażę” Was wiatrakową pasją i podczas swoich podróży zajrzycie do tego rodzaju obiektów, a ja będę mogła poczytać u Was o miejscach, do których być może nigdy nie dotrę.

O moich wiatrakowych podróżach podczas urlopu na południu Anglii możecie poczytać tu:

Pitstone Windmill ukryty wśród pól Buckinghamshire

Wracając z urlopu w West Sussex miałam w planach zobaczyć jeszcze kilka wiatraków, niestety pogoda pokrzyżowała nasze plany. Kiedy pada deszcz niespecjalnie chce mi się ze Stefanem latać po grząskich polach i taplać w błocie. Jednocześnie zostawiam sobie otwartą furtkę, aby kiedyś jeszcze wrócić w te miejsca. Jedynym młynem, do którego dotarliśmy tego dnia był Pitstone Windmill.

Na wiatrak ten czaiłam się już dosyć długo, bo jego zdjęcia często pojawiają się na wiatrakowych angielskich grupach i chciałam go osobiście zobaczyć. Na szczęście, kiedy podjeżdżaliśmy w okolice Pitstone zrobiło się okno pogodowe i bez obawy, że zmoczy nas deszcz, udaliśmy się w pole.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy wiatrak w Pitstone został wybudowany. Wyryty w środku budynku rok 1627 jest prawdopodobnie rokiem jego odnowienia. Uważa się jednak , że jest to najstarszy wiatrak na Wyspach Brytyjskich. Oczywiście przez tyle stuleci nie przetrwał bez konserwacji, czy udoskonalania.

Przez setki lat zboże uprawiane na okolicznych polach było mielone w Pitston Windmill. W 1874 roku za 400 funtów młyn kupił Adelbert Brownlow-Cust, który był 3 hrabią Brownlow i właścicielem znajdującej się w pobliżu posiadłości Ashridge. Hrabia, wiadomo o mieleniu zboża pojęcia nie miał, więc przekazał młyn w ręce miejscowego rolnika z Pitstone Green Farm, który uczynił tu dobrze prosperującą młynarską firmę. Farmer prowadził tu biznes do 1895 roku.

W 1902 roku podczas wichury budynek został poważnie uszkodzony, a koszt naprawy przewyższał jego wartość. Właściciel nie chciał inwestować pieniędzy w coś, co nie przyniesie zysku. W 1924 roku opuszczony i zrujnowany młyn został zakupiony przez rodzinę Hawkins, która była w posiadaniu ziem położonych w okolicy. Niestety Hawkinsowie nie byli w stanie sami odrestaurować młyna, dlatego w 1937 przekazali go National Trust. Dopiero w 1963 roku grupa wolontariuszy pod nazwą Pitstone Windmill Restoration Committee zaczęła na własny koszt przeprowadzać w nim remonty. Wykorzystując stare fotografie aktywiści podjęli się odtworzenia budynku z zewnątrz, ale również wewnątrz. Dzięki temu już w 1970 roku Pitstone Windmill ponownie zaczął mielić kukurydzę.

Od tamtych lat każdego roku przeprowadzane są prace konserwacyjne młyna, a w każde niedzielne popołudnie można wejść do jego wnętrza. Ja niestety byłam w niedzielę, ale wczesnym rankiem, więc nie miałam szczęścia zajrzeć do środka.

W 1967 roku młyn pojawił się w jednym z odcinków serialu “The Champions”, zatytułowanym “The Invisible Man“.

Adres: Ivinghoe, Buckinghamshire, LU7 9ER

Tradycyjnie na koniec razem ze Stefanem zapraszamy na nasz Instagram

7 myśli nt. „Na pożegnanie wakacji

  1. Urszula

    Na miłość nie ma rady! Twoja jest taka nietypowa, a wiatrakowych stron nie ma tak dużo. Ja się cieszę, że mi je pokazujesz, bo niby wiatrak, ale każdy jest inny, choćby ten, dzisiejszy. I masz fajną dokumentację wiatraczno-podróżniczą!
    Pozdrawiam serdecznie, Stefana również:)))

    Odpowiedz
  2. Mo.

    Mnie już tą pasją zaraziłaś i może specjalnie wiatraków nie wyszukuję to jednak zawsze zjeżdżamy z trasy kiedy zobaczymy wiatrak gdzieś po drodze. Zresztą dobrze to wiesz bo zawsze wysyłam Ci zdjęcia i na bieżąco informuję. Kojarzysz nam się z wiatrakami, ot co, Bombi zawsze jak widzi wiatrak to mówi, że to coś dla Skwarki 😀

    Odpowiedz
  3. FOTO podróże BPE

    Nietypowy faktycznie temat … ciekawi mnie ile faktycznie tych wiatraków na świecie jest … wiele regionów świata chyba nie zna tego typu architektury ?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *