Norfolk angielska Holandia ( część druga)

przez | 4 września, 2020

Pod górkę i z górki

Teren był płaski, ale tak w skrócie można określić moje podróżowanie po hrabstwie Norfolk. We wcześniejszym moim artykule mieliście okazję przeczytać, że niektóre wiatraki lata swojej świetności mają już za sobą, co nieco mnie rozczarowuje (że też nie mogły na mnie poczekać). W zasadzie to nie same wiatraki mnie rozczarowują, co nieaktualne wiadomości na ich temat w internecie. Jednak patrząc na to z innej perspektywy, wiatraki piszą nadal swoją historię. Jedne dostają drugie życie, inne natomiast chylą się ku upadkowi (w dosłownym tego słowa znaczeniu).

Biały elegancik na farmie

Podkreślałam to już niejednokrotnie, że podczas moich wiatrakowych podróży nie lubię robić zdjęć wiatrakom, które znajdują się na czyjejś posesji. Tak też było z South Walsham Mill. Początkowo zrobiłam mu zdjęcie z daleka, no ale przecież nie byłabym sobą…

Musiałam podjechać do bramy gospodarstwa, na którym znajduje się młyn. Na całe szczęście nikt nie kręcił się po podwórku, co pozwoliło mi na zrobienie kilku zdjęć.

Młyn w South Walsham nie ma bogatej historii. Nie powstał w odległych stuleciach. Jego właściciel Richard Seago urodził się w 1958 roku i to on wybudował ten wiatrak na wzór tutejszych koźlaków. Od około 8 roku fascynował się starymi młynami. Przed Państwem Richard we własnej osobie:

Zdjęcie z WiseArchive

Richard kupował części ze starych rozpadających się wiatraków, aby zbudować swój własny młyn. Wszystko finansował sam, a przy budowie pomagali mu jedynie znajomi i sąsiedzi. Chce na terenie swojej “posiadłości” otworzyć muzeum, a w swoich “magazynach” posiada stare traktory i inne maszyny, pamiętające dawne czasy.

Richard słusznie zauważył, że podczas rekonstrukcji starych wiatraków ciężko będzie zachować ich autentyczny wygląd, ponieważ brakuje już oryginalnych części. Trzymajcie razem ze mną kciuki za Richarda, aby jego South Walsham Mill cieszył nasze oczy jak najdłużej oraz, aby udało mu się otworzyć muzeum, o którym marzy.

Podobno najwyższy wiatrak w hrabstwie

Sutton Mill to podobno najwyższy wiatrak w hrabstwie. “Podobno” ponieważ konkuruje z niejakim Lakenham Peafield. Pierwszy młyn w Sutton został wybudowany w 1789 roku.
Młyn mielił kukurydzę, a w późniejszych latach produkował paszę dla zwierząt. Miał osiem pięter, a w 1861 roku podczas remontu po pożarze dobudowano jeszcze jedno piętro.

4 lipca 1875 roku w młyn uderzył piorun, który przeszedł przez jego środek. W tym czasie była w nim część personelu, ale na całe szczęście nikt nie ucierpiał. W 1940 roku sytuacja powtórzyła się, ale piorun tym razem uderzył w śmigła i na szczęście również nie było ofiar.

W 1975 roku młyn został zakupiony i odrestaurowany przez Chrisa Nunna. Nowy właściciel chciał stworzyć w nim lokalne muzeum. Chris poświęcił dużo czasu i pieniędzy na odnowienie obiektu, jednak od 2004 roku młyn zaczął niszczeć. W 2007 roku górne piętra uznano za niebezpieczne dla zwiedzających, a remont oszacowano na 500 000 funtów. Sumka moim zdaniem dosyć wysoka i prawdopodobnie w tej cenie można by wybudować nowy wiatrak 😉 . W chwili obecnej młyn wygląda dokładnie tak, jak na zdjęciu powyżej.

Wiatrak, którego zjadły korniki

Kto by się tego spodziewał, prawda? Zacznijmy jednak od początku. W miejscowości Thrigby niejaki Robert Woolmer (około 1790 roku) wybudował wiatrak. Miał on mielić pszenicę zebraną z okolicznych pól. I tak też się działo.

Ostatnim młynarzem do 1889 roku był Alfred Hood. W 1892 roku w drewnianej konstrukcji młyna stwierdzono korniki i szybko ją rozebrano. Została jedynie murowana podstawa.

W 1981 roku pozostałości młyna wpadły w ręce Nicka Priora, który podjął się jego odbudowy. Doskonale mu się to udało. Gratulacje Nick!
Thrigby Mill jest jednym z trzech młynów-koźlaków w Norfolk. Pozostałe to wspomniany wyżej South Mill, oraz Garboldisham Mill, o którym pisałam w poprzednim artykule.

Stefan na widok swojego kompletnego kumpla radośnie zatrzepotał śmigłami 😉

Wiatrak, w którym można spędzić noc

Moje jeszcze niespełnione marzenie-noc w wiatraku. W Stow Millu spędzę noc , kiedy wygram w EuroMillions. Muszę jednak zacząć grać, bo jeszcze nie kupiłam ani jednego kuponu ;). Może to jest motywacja? Dźwięczą mi jednak w uszach słowa mojego ukochanego dziadka, który mówił, że to płacenie podatku od złudzeń. Musze się zastanowić, bo noc w takim miejscu jest kusząca. A ceny, (o panie kochany! ) prezentują się tak:

Może spójrzcie najpierw na to, w czym chciałabym spać:

James Gaze wybudował tu młyn w latach 1825-1827. Pozostał on w rękach rodziny Gaze aż do 1906 roku. Później przechodził z rąk do rąk , aż w 1999 roku został zakupiony przez obecnych właścicieli: Andreę i Rogera Hough. Małżeństwo miało plan przywrócić młyn do stanu pierwotnego i wskrzesić go do pracy, jednak ze względu na wysokie koszty, porzucili ten pomył.

Kilkakrotnie podejmowali oni próby uzyskania zgody na zaadaptowanie wnętrza młyna na apartament przeznaczony dla turystów. W końcu udało im się, a pierwsi goście zamieszkali tu w 2018 roku. Jednak po 9 miesiącach, młyn został zamknięty. Renowacji wymagała czapa. W chwili obecnej wiatrak prezentuje się dostojnie i można już w nim spać.

Co sądzicie o cenach w Stow Mill? Ile bylibyście w stanie wydać pieniędzy, żeby spędzić w noc w wymarzonym miejscu?

Zapraszam Was również na mojego Instagrama 🙂 : Windmills_Hunter

17 myśli nt. „Norfolk angielska Holandia ( część druga)

  1. Urszula

    Jak przeliczy się na złotówki, to dopiero wychodzi cena!!! Ale marzenia są po to, aby je spełniać! Życzę Ci ich spełnienia. Pozdrawiam Ciebie i Stefana:)))
    Ps. Wiatraki piękne, ale koszulka bombowa!

    Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Dziękuję bardzo, mam nadzieję , że się spełnią moje wiatrakowe marzenia 🙂 Koszulkę uwielbiam 🙂

      Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Byłam już 2 razy w Holandii, w tym roku miałam być trzeci raz…ale co się odwlecze to…:)

      Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Wielka Brytania jest przepiękna, gdyby tylko pogoda zechciała być inna 😉

      Odpowiedz
  2. Dee

    Trzymam kciuki, by wszystkie marzenia się spełniły. Z przyjemnością czytam twoje relacje o wiatrakach. Norfolk bardzo lubię, odwiedzam często, bo moja siostra tu mieszka.

    Odpowiedz
  3. nicolestraveljournal

    Ile ciekawych historii może kryć się za takimi niepozornymi wiatrakami. Biały elegancik i pomysł z muzeum najbardziej przypadły mi do gustu. Noc w wiatraku na pewno musi być ciekawa, ale jej cena chyba bardziej przyciąga uwagę niż sama budowla 🙂

    Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Ojjj tak każdy z nich ma w sumie inna historię, najczęściej zawiłą, ile różnych ciekawostek kryją w sobie mury wiatraków 😉 .

      Odpowiedz
  4. Mo.

    Noc w wiatraku, ale czad! Szkoda, że nie na moją kieszeń ha ha ha. Nadal odkładam na kubeł na śmieci :).
    Ale tu się ślicznie wiatrakowo zrobiło. Masz nawet profesjonalną koszulkę ( czyt. uniform ). Nie znam Anglii ale Norfolk mnie mile zaskakuje ilością wiatraków, chociaż dla mnie osobiście ten bez skrzydeł się nie liczy 🙂

    Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Wiesz w Anglii większość pracowników ma uniformy, więc mam i ja hahaha. Kiedyś też byłam nafochana na te bez skrzydeł, ale teraz wiem, ze każdy ma swoją historię, swoją dusze i to jest w nich piękne :). Jak przyjadę do Ciebie, to Ci przywiozę kubełek-taki prezencik z Anglii hihihi

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *