Wielkopolska, Dolny Śląsk i łódzkie w jedno popołudnie

przez | 23 sierpnia, 2022

Po Osiecznej, Lesznie i Rydzynie nadszedł czas, aby kierować się w stronę Częstochowy, która jest moim miastem rodzinnym. Nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła czegoś do odwiedzenia po drodze. Postępuję dokładnie jak mój protoplasta, bo to taty gen do podróżowania i zwiedzania we mnie siedzi, a gena przecież nie wydłubiesz. Zatem pretensji mieć nie powinien, że ciągnę go gdzieś tam jeszcze. No i oczywiście nie miał, bo sam się cieszył na odkrywanie nieznanych terenów. Tylko upał dawał nam w kość, ale my jesteśmy twardzi i żaden żar lejący się z nieba nie był w stanie pokrzyżować naszych planów.

Wielkopolskapierwszy paltrak zaliczony

Pozostajemy jeszcze w Wielopolsce, w powiecie ostrowskim. To tutaj w miejscowości Kałkowskie według informacji znalezionych w internecie miał znajdować się paltrak. Takiego rodzaju młyna jeszcze nie spotkałam na swojej wiatracznej drodze, dlatego tak ułożyłam plan podróży do Częstochowy, aby o niego zahaczyć.

Paltrak to taki nowoczesniejszy koźlak, czyli młyn, który trzeba obrócić w całości, aby ustawić śmigi na kierunek wiatru. Różni się tym od zwykłego koźlaka, że jest osadzony na szynie i rolkach. Jest konstrukcją stabilniejszą, ponieważ nie opiera się na pionowej belce, ale cały budynek jest wsparty na szynie opartej na fundamencie. Osadzony na szynie młyn można było łatwiej obracać.

I taki własnie wiatrak znajduje się w Kałkowskich, ale żeby do niego dotrzeć trzeba się nie lada nagłowić. Po pierwsze w zasadznie nie widac go z drogi, a po drugie, jak już go namierzycie, to okazuje się, że położony jest w takim miejscu, gdzie nie ma do niego dostępu dla obcych osób. No cóż mój tata ma zasadę koniec języka za przewodnika i zaczepił młodą dziewczynę, która robiła coś w swoim ogródku, za którym miał znajdować się młyn. Zaoferowała nam pomoc i przeprowadziła przez swój ogród do młyna. Powiedziała, że jest to własność prywatna sąsiadów, ale stoi w polu, więc spokojnie możemy sobie go z zewnątrz pooglądać.

Kiedy dotarliśmy do wiatraka i zaczęliśmy robić zdjecia okazało się, że jesteśmy obserwowani przez właścicieli budynku. Podeszli do nas i ucięliśmy krótką pogawędkę. Poinformowali nas, że dostaliśmy ostanią szansę na odwiedzenie młyna, ponieważ za kilka tygodni teren ten będzie już ogrodzony i będzie stanowił część ich ogrodu, więc nikt nie będzie mógł się tam kręcić.

Paltrak został wybudowany w 1900 roku przez rodzinę Zawada. Po II Wojnie Światowej młyn dzierżawił Michał Barczak, który prowadził z powodzeniem działalność w latach 1945-1950. Pracy ponoć miał tyle, że drzwi od młyna się nie zamykały. Wszystko co dobre, niestety szybko się kończy i tak też było w przypadku paltraka w Kałkowskich. Komunistyczni urzędnicy z Poznania wydali nakaz rozebrania budowli. Na całe szczęście pan Michał nie uległ władzy ludowej i skutecznie wymigwał się z wykonania nakazu.

Po Michale Barczaku gospodarstwo odziedziczył jego syn, Józef, który wykupił ziemię na własność. Niestety przez lata wiatrak stał niewykorzystywany i zaczął popadać w ruinę. W 2004 roku jednak pan Józef postanowił dać młynowi drugie życie. Przy pomocy miejscowego stolarza wydał swoje oszczędności w wysokości 5000 zł, aby młyn wyremontować. Po kilku miesiącach ciężkiej pracy, w październiku 2004 roku młyn został uruchomiony.

W chwili obecnej wiatrak w Kałkowskich jest wpisany do rejestru zabytków, jako przykład drewnianej architektury przemysłowej podlegający ochronie prawnej. Właścicle otworzyli nam młyn i mogliśmy zajrzeć do środka, ale przez to, że nie ma już szyny i rolek nie jest on stabilny. Bałam się wejść na pierwszy poziom, bo budnek zaczął cały się kołysać.

Nie czuję się w pełni usatysfakcjonowana z wizyty w Kałkowskich, bo niby paltrak, ale jednak niekompletny, a ja chciałam zobaczyć właśnie jak wygląda taki młyn osadzony na szynie.

Adres: Kałkowskie 14, 63-435 Kałkowskie, Polska

Dolny Śląsk-niespodzianka w drodze

W drodze do Częstochowy mieliśmy w planach zobaczyć jeszcze jeden wiatrak. Życie jednak płata figle i postawiło na naszej drodze Bronisława. Wyrósł niespodziewanie, więc hamulce w kamperze taty zostały przetestowane. Działają 😉 .

Duchowo położone jest na wzniesieniu, co sprzyjało łapaniu wiatru w żagle. Ponoć kiedyś znajdowały się tu trzy młyny wietrzne, ale do dzisiejszego dnia zachował się tylko jeden. Broniasław, bo tak ma na imię ocalały młyn został wybudowany w 1671 roku i jak zapewne się domyślacie jest to prosty młyn, zwany koźakiem. Wewnątrz wiatrak ma trzy poziomy: na najniższym jest kozioł, a na dwóch wyższych znajdują się maszyny, które mieliły mąkę. Podobno można go zwiedzać w weekendy w godzinach od 13 do 17. My byliśmy w czwartek, więc zastaliśmy jedynie ciszę.

Bronisław, który swe imię zawdzięcza ostatniemu młynarzowi, pracował jeszcze po II Wojnie Światowej. Później zaczął popadać w ruinę i gdyby nie mieszkańcy Duchowa, to po Bronisławie pozostałoby wspomnienie. W 2010 roku wiatrak dzięki lokalsom został wyremontowany, miał ponoć nowe śmigi. Niestety po 12 latach wyglądają one tak jak na moich zdjęciach.

Obok młyna stoi Chata Młyarza, w której znajduje się niewielkie muzeum prezentujące dawne urządzenia gopodarskie, a także piec do wypieku chleba. W chacie organizowane są zajęcia z samodzielnego budowania wiatraka oraz warsztaty z wypieku tradycyjnego pieczywa. Brzmi to ciekawie.

Adres: 56-300 Duchowo, Polska

Województwo łódzkie and mission completed

Jest już późny wieczór, ale my się nie poddajemy i postanowilismy dotrzeć do ostatniego naszego celu-koźlaka w Kocilewie w województwie łódzkim.

Młyn w tym miejscu istniał ponoć od dawna, jednak my znamy historię młynarstwa w tym regionie dopiero od 1911 roku. Wtedy właśnie Roman Kowalski otrzymał w wieczysto-czynszową dzierżawę osadę młynarską w Kocilewie od swojego ojca Marcina, a Marcin w ten sam sposób odziedziczył dobra po swoim ojcu , Felicjanie. Trzy lata później z inicjatywy Romana powstaje ten oto koźlak, którego możecie zobaczyć na zdjęciach.

W tamtych czasach ziemie w Kocilewie należały do majątku w Ożarowie, któreg właścicielem była niemiecka rodzina Meske. To im Kowalscy płacili dzierżawę, pomimo to Meskowie próbowali odzyskać dobra. Na szczęście Kowalskim, którzy wspierani byli przez urzędników, udało się wiatrak utrzymać. Wyobraźcie sobie, że działał on nawet podczas niemieciej okupacji, a komunistyczne władze w 1960 roku wydały zakaz przemiału zboża. Chodziło zapewne o to, że Kowalscy prowadzili działalnośc prywatną a to było sprzeczne z linią polityki władz.

Henryk, syn Romana Kowalskiego był ostatnim młynarzem w Kocilewie. Później budynek służył jako magazyn. Witold Kowalski, kolejny dziedzic, w 1996 przekazał wiatrak Muzeum Wnętrz Dworskich. Zastrzegł jednak, że budynek nie może być przeniesiony w inne miejsce oraz po rekonstrukcji ma być udostępniony do zwiedzania oraz spełniać funkcje dydaktyczne.

W 1996 roku Muzeum w Ożarowie oraz Towarzystwo Przyjaciół Muzeum Wnętrz Dworskich w Ożarowie rozpoczęło kampanię na rzecz odbudowy wiatraka. Młyn rozebrano a następnie postawiono na nowo, zachowując tylko niektóre elementy pierwotnej konstrukcji. Rekonstrukcję obiektu zakończono w 2006 roku.

Wiatrak można zwiedzać w dni powszednie, ale trzeba wcześniej zarezerwować wizytę pod nr tel. (43) 841 17 24 (Muzeum Wnętrz Dworskich w Ożarowie) .

Adres: Ożarów koło Wielunia 260, 98-345 Ożarów, Polska

Moja wiatraczna przygoda w Polsce dobiegła końca. To był tylko jeden dzień z mojego krótkiego pobytu w Ojczyźnie, który udało mi się wyrwać dla młynów. Było intensywnie, gorąco, ale cudownie. Stefan odbył pierwszą zagraniczną podróż w swoim życiu, a ja pierwszą po covidowym szaleństwie. On poznał swoich polskich przodków, a ja spełniłam jednocześnie moje marzenie i zobaczyłam na własne oczy polskie koźlaki, poznałam polskiego wiatracznego guru-Jarosława Jankowskiego i jego uroczą żonę. Spotkaliśmy na swojej drodze właściceli wiatraków w Lesznie i Kocilewie, i wysłuchaliśmy ciekawych historii. Przejechaliśmy tego dnia ponad 400 km i chociaż może nie jest to dla niektórych imponująca liczba kilometrów, to biorąc pod uwagę, że dzień spędziliśmy przede wszystkim na zwiedzaniu i poznawaniu nowych osób, to na mnie samej ta ilość robi wrażenie 🙂 .

Tylko Ani w Osiecznej niestety brakowało…

Tradycyjnie na koniec razem ze Stefanem zapraszamy na nasz Instagram oraz do śledzenia naszych dlaszych wiatrakowych przygód w Wielkopolsce.

8 komentarzy do „Wielkopolska, Dolny Śląsk i łódzkie w jedno popołudnie

  1. Urszula

    Zobacz ile ciekawych wiatracznych rzeczy u nas też można wygrzebać! Fajnie, że udało Ci się przy okazji zaspokoić swoje zainteresowania.
    Pozdrowionka dla Ciebie i Stefanka:)))

    Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Ojj tak, Polska jest pięknym krajem. Szkoda, że za późno to zauważyłam. Pozdrawiam serdecznie.

      Odpowiedz
  2. FOTO podróże BPE

    Piekna kolekcja m8lynów, fajnie, że udało się z tym pierwszym . My tak próbowalismy dotrzeć do największego prywatnego wiatraka, ale się nie udalo

    Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Hej, gdzie ten wiatrak się znajduje, do którego nie udało Wam się dotrzec?

      Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Nawet nie wiesz jak się cieszę, że udało mi się „wyrwać” te kilka godzin dla wiatraków.

      Odpowiedz
  3. Asia

    Zachwycająca jest Twoja oryginalna pasja i wiedza, jaką zdobywasz o młynach:) powodzenia!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.