Wielkopolski Szlak Wiatraczny

przez | 22 lipca, 2022

Yes!Yes!Yes! Ten gif pokazuje moją radość, że w końcu po 2.5 roku udało mi się wyjechać poza granice Wielkiej Brytanii. Powiem szczerze, że czułam się bardzo dziwnie, niedowierzanie mieszało się z lękiem. Na dodatek leciałam pierwszy raz odkąd Boris wyprowadził kraj z Unii Europejskiej. Ale tak udało się, poleciałam, doleciałam i wróciłam.

Wprawdzie trochę odzwyczaiłam się już od „polskiej ” gościnności, ale nawet grobowa mina pana celnika, który nie raczył odburknąć na moje przywitanie, nie popsuła mojego szczęścia. Tak, własnie tak, moja pierwsza zagraniczna podróż odbyła się do Polski. Był to bardzo krótki wyjazd, który miał na celu pozałatwianie najważniejszych spraw, to jednak udało mi się ugrać jeden dzień dla wiatraków. Ja, Stefan i mój protoplasta wybraliśmy się jego (protoplasty ma się rozumieć) kamperem na całodzienną wycieczkę po Wielkopolskim Szlaku Wiatracznym. I właśnie na fragment tego szlaku, ja, Stefan i mój tata dziś zapraszamy.

Wiatraki w Wielkopolsce

Wielu z Was zapewne nie ma pojęcia, że taki szlak wiatraczny w Polsce istnieje. Wcale mnie to nie dziwi, bo jeżeli ktoś nie inetesuje się daną tematyką, to skąd ma na jej temat posiadać wiedzę. Wielkopolska to taka mała Holandia, chociaż ja bardziej porównałabym do hrabstwa Norfolk w Anglii, które również wiatrakiem stoi. To część Polski, w której jest największe zagęszczenie starych wiatraków. Uwierzycie, że kiedyś w kraju istniało około 20 tysięcy młynów wiatrowych z czego aż 12 tysiący właśnie w Wielkopolsce? Często stały one w grupach, a największe ich skupisko było w okolicach Leszna. Były to oczywiście drewniane koźlaki a rozkwit młynarstwa w Polsce przypadł na początek XVIII wieku.

Dlaczego młynarze upatrzyli sobie ten region Polski na rozwój młyńskiego biznesu? Otóż Wielkopolska graniczy z Niemcami, którzy chcąc zaoszczędzić pieniądze przywozili zboża do Polski, gdzie mogli je zmielić dużo taniej, niż u siebie w kraju. Względy ekonomiczne to cała tajemnica, dlaczego wiatraki wyrastały w Wielopolsce jak grzyby po deszczu.

Do dnia dzisiejszego pozostało około 75 sztuk wielopolskich koźlaków. Dlaczego tylko tyle z istniejących tu kiedyś około 12 000 sztuk? Otóż w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia rząd narzucił na włascicieli nowy podatek, a młynarzy, którzy nie chcieli się dostosowac do nowego prawa, zmuszono do demonatżu śmigów. Wiele młynów wiatrowych popadło z tego powodu w ruinę i nigdy już nie odzyskało swojej świetności. Część z nich już nie istnieje.

W 2005 roku powstało Stowarzyszenie „Wiatraki Wielopolskie”, które wraz z istniejącym wtedy Muzeum Rolnictwa i Młynarstwa w Rydzynie rozpoczęło projekt o nazwie Wielopolski Szlak Wiatraczny. Inicjatorem i główną siłą napędową przedsięwzięcia był i jest nadal Jarosław Jankowski. Założeniem całej akcji było ratowanie jeszcze istniejących wiatraków w tym regionie Polski.

Wiatrak Józef w Rydzynie.

Postać Jarosława Jankowskiego przewija się cały czas, kiedy wspominamy o wielkopolskich wiatrakach. Dla rydzyńskiego młyna odegrał on dużą rolę.

Wiatrak „Józef” został wybudowany w 1783 roku, jednak nie dotrwał on w swojej pierwotnej postaci do czasów dzisiejszych. Z pierwszego budynku zostały tylko fundamenty, część podwalin i zastrzałów. Spójrzcie na zdjęcie poniżej, to rozjaśni Wam, o czym napisałam 🙂 .

Żródło: https://zulawy.infopl.info/index.php/region/architektura/wiatraki„Józef”

W 1983 roku na miejscu starego wiatraka wybudowano nowy, do którego użyto materiałów z dwóch innych młynów. Józef był dzierżawiony kilkukrotnie, ale z każdym rokiem podupadał na wiatracznym zdrowiu. W końcu w 2003 roku wyszło słońce zza chmur nad rydzyńskim młynem. Zaopiekowało się nim Stowarzyszenie „Wiatraki Wielopolskie” z Jarosławem Jankowskim na czele, który młyn wyremontował, m.in. wymienił poszycie zewnętrzne, odnowiono schody i wybudowao nową galeryjkę. Budynek również zakonserowano odpowiednim impregnatem, a w 2004 roku zamontowano nowe śmigi. W wiatraku otworzono Muzeum młynarstwa i rolnictwa, które funkcjonowało do 2012 roku.

Patrząc na zdjęcie powyżej wyobraźcie sobie, że w tej okolicy, czyli na Młyńskiej Górze w Rydzynie stało w XVIII wieku aż 39 młynów!

Adres: Wolności 13E, 64-130 Rydzyna

Z tej mąki chleba nie będzie, czyli wizyta w Lesznie.

W Lesznie przy ulicy Strumykowej znajduje się kolejny z młynów, które tworzą Wielkopolski Szlak Wiatraczny. Młyn nosi imię” Antoni” od ostatniego urzędującego w nim młynarza Antoniego Prałata. W internecie znalazłam informację, że wiatrak można zwiedzać po uprzednim umówieniu się z właścicielem. My nie mieliśmy już zbyt dużo czasu, bo zabalowaliśmy w Osiecznej ( o czym napiszę w kolejnym artykule) a mieliśmy jeszcze odwiedzić dwa wiatraki, już poza Wielkopolską. Na noc musieliśmy dotrzeć do Częstochowy, czyli naszego rodzinnego miasta. Z tego powodu nie dzwoniliśmy do właścicela, aby udostępnił nam obiekt. Mieliśmy na celu tylko obfocenie go z zewnątrz. I tak pewnie by się stało, gdyby nie to, że właściciel, a w zasadzie mąż właścicielki był w ogródku.

Pan, który do nas podszedł widząc, że jesteśmy realnie zainteresowani młynem, okazał się -jak sam się nazwał spadkobiercą, a w zasadzie jego żona pani Bronisława Skrzypczak odziedziczyła ów młyn po swoim ojcu-ostatanim młynarzu Antonim Prałacie. Pan Spadkobierca, bo tak będę go nazywać, zaczął narzekać, że budynek jest dla nich utrapieniem, bo muszą go utrzymywać w należytej kondycji, że mają kontrole konserwatora zabytków i wszystkie naprawy muszą pokrywać z własej kieszeni. Najlepiej to chciałby go sprzedać, ale nikt nie chce go kupić. I wiecie co? W czasie dalszej rozmowy okazało się, że ten Pan Spadkobierca nas okłamał. To człowiek, który żyje historią tego młyna, ma cały segregator wypełniony zdjęciami, artykułami z gazet na temat swojego wiatraka. Byliśmy ze Stefanem i tatą w szoku ile materiałów zdołał zebrać. No chyba nikt nie uwierzy, że człowiek, który nienawidzi tego wiatraka, zbiera na jego temat informacje. Co więcej, gada jak najęty o młynie i młynarstwie.

Zdjęcia z magicznego segregatora Pana Spadkobiercy

Pan Spadkobierca pokazał nam młyn wewnatrz, pokazał jego działanie. Ja mu nie wierzę, że chce młyn sprzedać, bo nie opowiadałby o nim z taką fascynacją.

Antoni Prałat, czyli ostatni młynarz leszczńskiego młyna, urodził się w 1906 roku w Osiecznej. Pochodził z rodziny młyńskiej i kiedy miał 10 lat pomagał już ojcu w młynie przy ulicy Polnej w Osiecznej. W 1934 roku ojciec przekazał mu wiatrak, jednak niedługo po tym rozpoczęła się II Wojna Światowa i Antoni poszedł na front. Niestety szybko trafił do niewoli, a wiatrak podczas kampanii wrześniowej został spalony przez wojsko polskie. Młyny często były wykorzystywane jako wieże obserwcyjne, stąd obawy aby budynek nie został przejęty w tym celu przez Niemców.

Zdjęcie Antoniego Prałata pochodzące z magicznego segregatora Pana Spadkobiercy

Antoni powrócił do Osiecznej w 1945 roku i od ojca dowiedział się o opuszczonym wiatraku w Lesznie. Wiatrak był w kiepskiej kondycji, ale Antoni wyremontował go i młyn pracował zasilany siłą wiatru do 1957 roku. Później zamontowano w nim silnik elektryczny i mógł mielić zboże bez względu na panującą pogodę.

Kiedy Antoniemu urodziły się dwie córki, wypowiedział prorocze słowa: „Z tej mąki chleba nie będzie”. I miał rację, bo w młynie nikt już mąki nie produkuje, a on sam był ostatnim młynarzem w leszczyńskim wiatraku.

Adres: Strumykowa Podwale, 64-100 Leszno

Tradycyjnie na koniec razem ze Stefanem zapraszamy na nasz Instagram oraz do śledzenia naszych dlaszych wiatrakowych przygód w Wielkopolsce.

11 komentarzy do „Wielkopolski Szlak Wiatraczny

  1. Urszula

    Cieszę się ogromnie, że udało Ci się dołożyć na pasku bloga Polskę! I oczywiście ją odwiedzić! Pokazałaś miejsca, w których nie byłam, a o szlaku nie słyszałam. Ale znam inne wielkopolskie wiatraki, więc gdybyś jeszcze miała ochotę…
    Czekam na wpis o Osiecznej.
    Pozdrawiam Ciebie i Stefanka – blogowych znajomków:)))

    Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Ojjj cieszę się, że udało mi się Ciebie zaskoczyć tym wiatracznym szlakiem 🙂

      Odpowiedz
  2. Mo.

    Ciekawe jaka byłaby mina celnika gdyby wiedział, że lecisz z pluszowym wiatrakiem, który w dodatku ma imię 😊. Też się cieszę, że w końcu, po latach zniewolenia, odbyłaś zagraniczną podróż. Co prawda tylko do Ojczyzny ale przecież od czegoś trzeba zacząć 🙂. A fakt, że podczas tak krótkiego pobytu udało Ci się znaleźć czas na polowanie na wiatraki dodaje temu „egzotycznemu ” urlopowi wyjątkowej wartości. Buziaki.

    Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Polska to wiesz dla mnie taka odległa „zagranica” 😉 , bo tak rzadko w niej bywam 😉

      Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Jeżeli będziesz kiedyś w Wielopolsce, to na 100% rzuci Ci się któryś w oczy. Wyrastają jak grzyby po deszcze haha

      Odpowiedz
  3. roadandroll_lml

    No to czekamy na cykl wpisów o wiatrakach w Polsce 🙂 Myślę, że coś by się u nas znalazło. Podobno najpiękniejsze w Tokarni, w skansenie wsi kieleckiej

    Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Nie byłam w Tokrani, ale polecam Wielkopolski Szlak Wiatraczny.

      Odpowiedz
  4. FOTO podróże BPE

    No faktycznie , polski blog , a tu zero polskich wiatraków było. Nie miałam pojęcia , że mieliśmy ich aż tyle . Szkoda , że niewiele przetrwało , nikomu nie zależało , aby o nie dbać i zachować.

    Odpowiedz
    1. MarTaS Autor wpisu

      Na szczęście zaczyna wzrastać wiatraczna świadomość w Polsce. Poza tym młyny, które są w prywatnych rękach i uznane jako zabytki, muszą być remontowane przez włascicieli, ponieważ mają kontrole konserwtora zabytków.

      Odpowiedz
  5. Jula

    Dopóki nie wpadłaś do mnie na bloga i nie wspomniałaś o tym szlaku, nie miałam o nim pojęcia, ale faktycznie kojarzę z moich podróży po Wielkopolsce, że wiatraków było w tamtych rejonach sporo. Widzę, że masz niezłego bzika na punkcie wiatraków. Fajna to obsesja 😀 Będę zaglądać częściej, bo ja szczerze mówiąc o wiatrakach wiem niewiele, a przecież takie one ciekawe. Poza tym wydajesz się fajną osóbką, pozytywnie zakręconą na punkcie wiatraków.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.